Katarzyna Lis — крутилось 0 дн, охват 1

Katarzyna Lis с 2026-09-23 · картинка · 🇵🇱 польский
Кадр рекламы Katarzyna Lis

Кадр выше наш. Полное медиа с Facebook запрошено — подставим его сюда, как только приедет.

крутилось дней 0
охват — число Facebook, только ЕС 1
стран показа — словами Facebook 1
куда ведёт · кнопка «Play game» kayjimmys.com https://kayjimmys.com/ оффер
показывается в странах 🇵🇱 PL

kayjimmys.com

„Pani Lis, zostały pani 72 godziny do rozpoczęcia procedury przymusowej windykacji”. Ten głos wraca do mnie do tej pory. Wtedy poczułam, że grunt usuwa się spod nóg. Nazywam się Katarzyna Lis. Mam 31 lat. Mieszkam w Krakowie z mężem Janem i dwoma synami — siedmioletnim Łukaszem i czteroletnim Piotrem. Dziesięć lat temu przenieśliśmy się do Krakowa z Nowego Targu. Pracy było coraz mniej, a pensje ledwo spinały miesiąc. Przyjechaliśmy z Janem z dwiema walizkami i głowami pełnymi nadziei. Na początku braliśmy każdą okazję: magazyn, sprzątanie, dowozy — byle złapać się na stałe i stanąć na nogi. Po trzech latach było oczywiste, że powrotu nie będzie. Siedem lat temu poszliśmy po własny dom. Niewielki domek z tarasem na obrzeżach Krakowa za 590 000 złotych. Wkład własny — 180 000. Rata hipoteki wychodziła mniej więcej 4 300 złotych na miesiąc. Było ciężko, ale jakoś to toczyło. Ja pracowałam w administracji w małej firmie logistycznej. Jan jeździł jako kurier. Szło w miarę równo — aż runęło z dnia na dzień. Na początku 2025 firma ogłosiła redukcję. Weszłam w te cięcia. Pierwsze pół roku ciągnęliśmy z odłożonych pieniędzy. Potem z oszczędności została tylko pusta szuflada. Jan brał nadgodziny. I tak nie starczało. Poszły zaległości. Miesiąc. Trzy. Osiem. Z PKO Banku Polskiego dzwonili niemal codziennie. Potem zaczęły wpadać listy polecone. A potem — ostatnie wezwanie. W piśmie było napisane, że zostały nam zaledwie 72 godziny na spłatę całego roszczenia banku: 125 400 złotych. W przeciwnym razie bank mógł wypowiedzieć umowę i puścić windykację. W tej kwocie siedziały zaległe raty, odsetki i koszty odzyskania. Mogliśmy stracić dom. Stałam w kuchni nieruchomo, telefon trząsł mi się w dłoni. Wszedł Jan. Wystarczyło, że spojrzał mi w twarz. — Kasia? Co się stało? Podałam mu telefon. Nie powiedział nic. Usiadł obok i wziął mnie za rękę. Siedzieliśmy bez słowa i patrzyliśmy w ścianę. Łukasz i Piotr byli w swoim pokoju. Słyszałam, jak gadają. A w

вся сеть «mark» в библиотеке рекламы ↗
все объявления: рекламодатель Katarzyna Lis →