{{product.name}}
On nas zostawił samych 💔 Ta historia zaczęła się trzy miesiące temu. Mój mąż i ja żyliśmy razem przez osiem lat. Wychowywaliśmy naszą śliczną córeczkę 👧 i z niecierpliwością czekaliśmy na narodziny drugiego dziecka 👶👨👩👦👦. Nie mieliśmy na co narzekać: snuliśmy plany na przyszłość, marzyliśmy o dużej rodzinie i cieszyliśmy się każdą wspólną chwilą ✨. Ale nagle wszystko się zmieniło. Mój mąż od dziecka miał problemy z sercem ❤️. Zawsze był pod opieką lekarzy i regularnie brał leki 💊. Wiedzieliśmy, że to poważne, ale wierzyliśmy, że damy radę z tym żyć i że przed nami jeszcze wiele szczęśliwych lat. Pewnego dnia, kiedy przygotowywałam obiad i czekałam, aż córka wróci ze szkoły, zadzwonił telefon z nieznanego numeru. Dzwonili z szpitala. Głos po drugiej stronie powiedział mi to, czego zawsze się bałam… Mój mąż dostał zawału 💔. Lekarze walczyli o jego życie, ale niestety nie udało się go uratować – serce nie wytrzymało. Świat runął mi na głowę. Nie potrafiłam wyobrazić sobie życia bez niego, bez naszej mocnej rodziny 😭. Od tamtej pory zostałam sama z dwójką małych dzieci. Bez pomocy rodziny, bez wsparcia bliskich przyjaciół – czułam się totalnie opuszczona 😞. Moi rodzice zmarli, gdy byłam dzieckiem, a z rodzicami męża nigdy nie miałyśmy dobrych relacji – po jego śmierci całkowicie zerwaliśmy kontakt. Długi i kredyty rosły lawinowo. Wszystkie nasze oszczędności poszły na leczenie męża, nie zostało nic, nawet na podstawowe potrzeby. W Polsce nikt nie chciał mnie zatrudnić z dwójką małych dzieci i świeżo po porodzie. Postanowiliśmy zrobić krok, o którym marzyło wiele polskich rodzin – wyjechaliśmy do Niemiec, do Berlina 🇩🇪. Myśleliśmy, że tu będzie łatwiej zacząć od nowa. Na początku zamieszkaliśmy na obrzeżach, w Marzahn-Hellersdorf – w dużym bloku z wielkiej płyty, w tanim mieszkaniu socjalnym. Okolica była szara, daleko od centrum, mało zieleni, dużo bezrobocia i problemów. Dzieci nie miały gdzie bezpiecznie się bawić. Ja walczyłam o j