oceangrimoire.shop
WYSŁAŁEM SZEFA W PIZDU PRZEZ SКОLIМ. ZWOLNIŁ MNIE PRZEZ TELEFON. TRZY DNI PÓŹNIEJ TEN SAM SZEF ZADZWONIŁ JUŻ Z ZUPEŁNIE INNĄ ROZMOWĄ. Tak. Też wiem, jak idiotycznie to brzmi. Zwłaszcza że jeszcze przed tym dniem trzymałem się tej roboty tak, jakby była ostatnią pracą w całej Polsce. Ale zaraz wam wyjaśnię. Mam na imię Kamil. Mam 31 lat. Mieszkam w Warszawie, na Targówku, w zwykłym starym bloku, gdzie zimą kaloryfer albo grzeje jak reaktor atomowy, albo nagle stwierdza, że dzisiaj będziesz się hartował. Pracowałem na magazynie. Nazwy firmy nie będę podawał, bo ostatnie nerwy jeszcze mi się przydadzą. Zwykły magazyn gdzieś na obrzeżach. Kartony. Skaner. Palety. Krzyki: — Kamil, szybciej! — Kamil, gdzie jest paleta?! — Kamil, czemu to jeszcze stoi?! Krótko mówiąc, jeśli piekło istnieje, to na pewno też mają tam kierownika zmiany i terminal ze skanerem kodów. Zarabiałem około 5 400 zł na rękę, jeśli wpadały nadgodziny. Niby nie brzmi tragicznie. Tylko mieszkanie — 2 850. Czynsz. Prąd. Telefon. Dojazdy. Jedzenie. Stara Opel Astra, która od dwóch lat istniała wyłącznie dlatego, że bałem się powiedzieć jej na głos, że nie mam pieniędzy na inną. Do tego kredyt. I chwilówka, którą kiedyś wziąłem na naprawę tej samej jebanej Astry. Spoiler: samochód po naprawie pojeździł trzy tygodnie. Dług okazał się bardziej trwały niż silnik 😂 Koło dwudziestego dnia każdego miesiąca zaczynała się u mnie tradycyjna gra: „zgadnij, która karta jeszcze dzisiaj działa”. Na jednej 48 zł. Na drugiej minus. W gotówce jakieś monety w słoiku po kawie. No wiecie. ——— A teraz o SКОLIМIE. Nie żebym go jakoś nienawidził. Generalnie miałem wyjebane. Ale mój szef, Piotr, z jakiegoś powodu uważał, że jeśli człowiekowi raz spodobała się piosenka SКОLIМA, to trzeba jej słuchać OSIEM GODZIN BEZ PRZERWY. Na magazynie stał głośnik. I Piotr prawie codziennie puszczał tę samą playlistę. SКОLIМ. Potem znowu SКОLIМ. A potem, żebyśmy przypadkiem nie odpoczęli... jeszcze raz SКОLIМ. Pierwszy tydzień — spoko. Po miesi