Link do aplikacji
🔴 3 LATA WE FRISCO. PRACOWAŁEM BEZ DNI WOLNYCH. A POTEM WYSTAWILI MI RACHUNEK NA 3000 ZŁOTYCH I ZROZUMIAŁEM, ŻE TO DNO 🔴 Nazywam się Piotr. Mam 34 lata, mieszkam we Wrocławiu. Już trzeci rok pracuję jako kurier we Frisco. I szczerze… gdyby ktoś wcześniej powiedział mi, jak bardzo ta praca może psychicznie zniszczyć człowieka — nie uwierzyłbym. Pracuję prawie bez dni wolnych. Jeden dzień wolny w tygodniu, i to nie zawsze. Zdarzało się, że kierownik dzwonił w niedzielę o 5 rano: — „Możesz wyjść do pracy? Brakuje ludzi”. I wychodziłem. Bo dodatkowa zmiana to dodatkowe pieniądze. A kiedy masz czynsz, kredyty i życie ciągle drożeje — niezbyt umiesz mówić „nie”. Najbardziej wkurza mnie to, że zmiana zaczyna się jeszcze przed pierwszą dostawą. Przychodzisz do magazynu — samochód jest brudny. W przestrzeni ładunkowej bałagan. Paliwa prawie nie ma. I zamiast wyjeżdżać w trasę, tracisz czas na tankowanie i sprzątanie. Klienci ustawiają konkretną godzinę dostawy. I najśmieszniejsze jest to, że połowa z nich potem nie odbiera telefonu. Przyjeżdżasz pod budynek: — „Abonent jest chwilowo niedostępny”. I po prostu stoisz jak idiota z pełnym wózkiem zakupów. Papierowe torby nie wytrzymują ciężaru, uchwyty rwą się na środku podwórka, produkty toczą się po asfalcie, obijają się i rysują. Potem klient patrzy: — „Tego nie przyjmę”. I nosisz wszystko z powrotem do samochodu. Regały w samochodach są stare i zniszczone. Pewnego wieczoru jechałem już prawie pod koniec zmiany. Skręcam na skrzyżowaniu — i w pewnym momencie po prostu widzę w lusterku, jak drzwi przestrzeni ładunkowej się otwierają, a zamówienia zaczynają wypadać na drogę. Po prostu patrzysz, jak produkty rozlatują się po asfalcie. Po tamtym incydencie dali mi tydzień „wolnego”, niby jako karę. Ciągniesz wózek z zakupami na czwarte albo piąte piętro, czasem bez windy. Plecy wysiadają. Przez 3 lata pracy dostałem jedną premię. Termos. Serio. 3 lata bez normalnego życia. Święta w pracy. 14–16 godzin na nogach.