Link do aplikacji
🔴 Tamtej nocy zostało mi zaledwie 250 złotych. A rano aż bałem się uwierzyć w to, co się dzieje… 😳 Mam 35 lat. Mieszkam w Krakowie z żoną, która ma 32 lata. Wcześniej mieszkaliśmy w Wieliczce, ale jakiś czas temu przeprowadziliśmy się do Krakowa. Głównie ze względu na pracę. Niby niedaleko, jakieś 20–25 minut bez korków, ale kto jeździł rano w stronę Krakowa, ten doskonale wie, jak to wygląda. Teraz wynajmujemy zwykłe dwupokojowe mieszkanie. Bez żadnych luksusów. Dzieci na razie nie mamy, za to mamy kota, który chyba uważa, że to my mieszkamy u niego, a nie odwrotnie. Oczywiście chcielibyśmy kiedyś kupić własne mieszkanie. Ale przy obecnych cenach mieszkań w Krakowie pozostaje nam na razie tylko przeglądać ogłoszenia na Otodom i marzyć. Zajmuję się wykańczaniem mieszkań. Szpachlowanie, malowanie, karton-gips, układanie paneli, czasem jakieś drobne prace. Ogólnie wszystko, co trzeba zrobić na budowie. Praca jak praca. Do lekkich nie należy, ale nie narzekam. Kiedy są zlecenia, można całkiem przyzwoicie zarobić. Gorzej, kiedy zaczynają się przestoje. Czasem wstaję o piątej rano, żeby zdążyć na budowę. Cały dzień na nogach, noszę materiały, worki z zaprawą, płyty, narzędzia. Wracam wieczorem i nieraz nie mam nawet siły normalnie porozmawiać z żoną. Mam starego Renault Trafica. I dla mnie to nie jest po prostu samochód, którym można podjechać do sklepu albo gdzieś wyskoczyć w weekend. To moje narzędzie pracy. W środku praktycznie cały czas leży sprzęt. Wkrętarki, poziomice, walizki z narzędziami, przedłużacze, drabiny i cała masa innych rzeczy. Bez tego samochodu nie mogę normalnie pracować. Spróbujcie pojeździć MPK z całym tym majdanem, zwłaszcza kiedy robota jest gdzieś pod Krakowem. Jeszcze niedawno jakoś z żoną dawaliśmy sobie radę. Pracowała w logistyce. Miała stałą pensję, ja zarabiałem na remontach. Nigdy nie byliśmy bogaci, ale wystarczało na wynajem, rachunki, jedzenie i zwykłe życie. Czasem udawało się nawet coś odłożyć. Wszystko zaczęło się